wtorek, 31 stycznia 2017

Podsumowanie stycznia 2017

     Posty podsumowujące nie są moją mocną stroną :) może dlatego, że nie zawsze jest co podsumowywać. Ale w pierwszym miesiącu 2017 roku działo się sporo na blogu więc i podsumowanie działań jest jak najbardziej potrzebne.
     Generalnie można powiedzieć, że miesiąc ten na blogu przebiegał dwutorowo. Po pierwsze pod dyktando powstającego powozu, któremu poświęciłem aż dziewięć wpisów pokazując powstawanie pojazdu od początkowej koncepcji poprzez zbudowanie ramy, wybór kolorów aż po finał całej zabawy jakim było pomalowanie woźnicy. Drugim najczęstszym tematem były modele do armii Vampire Counts, a przede wszystkim Ghoule do mozolnie powstającego oddziału. 
     Poza tym pomalowałem kilka innych figurek, dokonałem trzech recenzji i wziąłem udział w Figurkowym Karnawale Blogowym.

Powóz 
1. Wip #1
2. Wip #2
3. Wip #3
4. Wip #4
5. Wip #5
6. Wip #6
7. Wip #7


Vampire Counts




Figurkowy Karnawał Blogowy



     Cieszy mnie fakt, że udało mi się tyle rzeczy dokonać w styczniu ale przede wszystkim to, że realizuje postanowienia z początku roku czyli zamknięcie rozpoczętych projektów w tym przypadku mam na myśli napisanie zaległych wpisów do Figurkowego Karnawału Blogowego.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. XXIX - "Opowieści" - Scarloc

   W tym miesiącu padło na Koyoth'a jako gospodarza XXIX Figurkowego Karnawału Blogowego, który zaproponował aby jego tematem była opowieść. Normalnie to, mnie chłop dobił. Malarzem jestem raczej średnim, a bardem na pewno fatalnym. Ale postaram się sprostać wyzwaniu i coś skrobnąć.



     Chcę wam dzisiaj opowiedzieć historię pewnej figurki i odpowiedzieć na 3x why? - prawie jak w filozofii Kaizen tyle, że tam jest 5x? Poniższy tekst odpowie na następujące pytania: dlaczego ta figurka jest taka wyjątkowa, dlaczego darzę ją dużym sentymentem i w końcu dlaczego jej nigdy nie sprzedam.
     Był rok 2002 kiedy zaczynałem swoją przygodę z bitewniakami i jak już wspomniałem w I edycji Figurkowego Karnawału Blogowego rozpocząłem wtedy powolne zbieranie armii Leśnych Elfów. Ze względu na fakt, że w tej armii praktycznie wszystkie modele na owe czasy były metalowe zbieranie to nie było zbyt szybkie bo metalowe miniatury były stosunkowo drogie. Zazwyczaj dokonywałem zakupów w komisach, na allegro i na ebay'u oraz bardzo sporadycznie w sklepie. I tak kiedyś chodząc od jednego krakowskiego sklepu do drugiego natknąłem się w jednym z nich na fantastyczne miniatury oddziału łuczników Scarloc'a wydanych przez Games Workshop w 1987 roku, oczywiście OOP już w tamtych czasach. Od razu zapragnąłem je kupić, co zresztą uczyniłem i stałem się posiadaczem oddziału 15 łuczników Scarloc'a ale aby tego dokonać musiałem zaciągnąć pożyczkę u znajomych, którą później przez miesiąc spłacałem :/ Ehh... takie było życie studenta...
     W 2003 roku miałem już na tyle figurek żeby móc się wystawić na jakieś 2000 pkt i wziąć udział w turnieju. I tak też się stało, mój pierwszy turniej - oczywiście bez jakiś zaszczytnych miejsc ale było bardzo sympatycznie. Grałem swoimi leśniakami, które Games Workshop traktowało bardzo po macoszemu. Pozostałe armie miały swoje nowe księgi armii, no może poza Chaos Dwarfs, a zasady Leśnych Elfów mieściły się na kilku kartkach w gazecie White Dwarf. Pamiętam, że zrobiłem niezłą furorę na turnieju bo w Krakowie jeszcze tylko jeden gracz grał w tamtych czasach tymi elfami.
     No dobra ale przejdźmy do meritum sprawy. Scarloc dowodził oddziałem czterech łuczników - tak to były czasy gdy Leśne Elfy mogły wystawić łuczników w sile 5+. Takich piątek w mojej rozpisce zapewne było więcej niż tylko ta Scarloc'a ale to on jako jedyny zapisał się złotymi zgłoskami w historii bitwy z Wojownikami Chaosu. Bitwy, której Leśni Elfowie nie mogli wygrać i nie wygrali. Jako nieliczny przeciwstawił się hordzie chaosu, która przetoczyła się przez pole bitwy i w walce wręcz zabił dwóch konnych Wojowników Chaosu. To były niezłe koksy, każdy miał 2 ataki z siłą 5, plus atak konia z siłą 4 i na dodatek ochrona pancerza na 2+. Scarloc przeżył jako jedyny szarżę chaośnickiej konnicy i w odwecie za śmierć swoich podkomendnych ubił pozostałą przy życiu dwójkę kawalerzystów. To, że zabił to był czysty fuks ale chcielibyście widzieć minę mojego przeciwnika, który za złości prawie zaczął rzucać kostkami do gry. To było bezcenne, nieważne, że przegrałem ale Scarloc dał mi dużo satysfakcji w tamtej bitwie i dlatego na zawsze pozostanie w mojej kolekcji.
    

niedziela, 29 stycznia 2017

czwartek, 26 stycznia 2017

Przydrożna Świątynia - etap pierwszy

     Chyba dojrzałem mentalnie do kolejnego makietowego projektu. Tym razem będzie to coś znacznie bardziej rozbudowanego i bardziej pracochłonnego niż Kamienny Krąg.  Mam zamiar wykonać makietę przedstawiającą Przydrożną Świątynię, która występuje w jednym z scenariuszy wiejskich Warheim FS, o której pisałem już tutaj
     Do wykonania tej budowli wykorzystam głównie elementy z dwóch zestawów makiet produkcji Games Workshop, a mianowicie:
  • Ruins of Osgiliath



  • Goblin Town





Oraz wszelakiego typu skrzynie, kufry, szafki, worki, kubły itp od różnych producentów.


     Zaplanowałem sobie, że całość ma być umieszczona na podstawie z płyty pilśniowej o wymiarach 12"x12", podzielonej na dwie części tak aby makietę można było rozdzielić i wykorzystać również w innych rozgrywkach jako ruiny.
     To tyle jeżeli chodzi o wstęp - przystępujemy do pracy.

środa, 25 stycznia 2017

Turniej Warheim - Ucieczka z Gór Środkowych - Katowice 21.01.2017

     W ubiegłą sobotę w Klubie Inny Wymiar w Katowicach odbył się turniej w fanowski system Warheim Fantasy Skirmish. Była to już trzecia z kolei taka impreza organizowana przez twórcę systemu Quidamcorvus.
     Wyruszyłem wczesnym rankiem i po drodze zgarnąłem resztę ekipy czyli Areo, Benka, Redka i gościnnie Wertexa. W tak licznym gronie po mniej więcej godzinnej jeździe stawiliśmy się na miejscu w celu anihilacji przeciwników ;)

"Ostatnia Faktoria" 
Cel potyczki: Rozgrywka zostaje zakończona, gdy jedna z kompanii zdobędzie więcej niż połowę rozmieszczonych znaczników kosztowności i przetransportuje je do strefy rozstawienia przeciwnika lub gdy jedna z drużyn nie zda testu rozbicia. Jeżeli obie drużyny nie zdobyły żadnych znaczników kosztowności lub zdobyły tyle samo znaczników kosztowności a jedna z kompanii nie zdała testu rozbicia, gra kończy się przegraną obu graczy.to pierwszy scenariusz w którym należało zdobyć więcej znaczników niż przeciwnik i przetransportować je do strefy rozstawienia przeciwnika bądź doprowadzić do rozbicia przeciwnika. 
Pogoda: W trakcie rozgrywania scenariusza Ostatnia Faktoria nad polem bitwy szaleje ŚNIEŻYCA.
Gwałtowne opady ograniczają zasięg nieprochowej broni dystansowej do ½ normalnej wartości, ponadto silne podmuchy wiatru utrudniają poruszanie się oraz celne strzelanie. Modele w fazie ruchu nie mogą biegać oraz korzystać ze zdolności LOT, a wszystkie testy trafienia z broni dystansowej wykonywane są z karą -2. Machiny wojenne i broń dystansowa, które nie wymagają testu trafienia oraz broń prochowa wypalą jedynie na 6+. Rzut należy wykonać osobno dla każdej takiej broni na początku fazy strzelania.

     Pierwszą potyczkę przyszło mi rozegrać z niejakim Zawiszą Czarnym vel Pawłem grającym Wysokimi Elfami z Ulthuanu. Paweł miał komplet bohaterów czyli Szlachcica, Maga, Mistrza Miecza oraz Białego Lwa wspomaganych grupą stronników składającą się z dwóch Wojowników Cieni oraz powóz.
     Mój przeciwnik podzielił swe siły na dwie części po prawej stronie umieścił Szlachcica z obstawą w postaci Wojownika Cienia oraz Mistrza Miecza natomiast po lewej stronie znajdował się Mag, Biały Lew i drugi z Wojowników Cienia, pojazd został umieszczony pomiędzy tymi zgrupowaniami wojowników.


     Moja banda składała się z Wampira Strigoi, Nekromanty, dwóch Dregów, Stigoicy oraz powozu. Główną się drużyny w postaci Wampira, Nekromanty, Strigoicy oraz dwóch przyzwanych Zombie wystawiłem naprzeciwko grupki ze Szlachcicem Wysokich Elfów natomiast powóz w towarzystwie dwóch Dregów stanął w centralnej części stołu. Trzeci z przyzwanych Zombie czekał na animację przez Nekromantę (to ten na skale).


     Mój plan był prosty zebrać jak największą ilość znaczników, a trzeba zaznaczyć w tym miejscu, że każdy z nas miał po cztery takowe w pobliżu własnej strefy rozstawienia natomiast jeden znajdował się w centralnej części stołu. Do tego zadania wyznaczyłem Dregów i Nekromantę, pozostała część bandy miała zająć się zwalczaniem wojowników przeciwnika. 
     Ze względu na panujące złe warunki atmosferyczne poruszanie modeli było niezwykle powolne ale w końcu udało mi się zrealizować plan. Powozem związałem walką wręcz powóz Pawła natomiast Strigoica stanęła w szranki z nie byle kim bo z samym Mistrzem Miecza. 


     W kolejnej turze Mistrzowi Miecza z odsieczą przyszli Wojownicy Cienia, walka rozpoczęła się na dobre i trwała tak chyba ze trzy tury do momentu kiedy Strigoi nie wbił swoich szponów w powalonego Wojownika Cienia eliminując go z rozgrywki. 


     Dregowie oraz Nekromanta realizowali założenia taktyczne bezbłędnie, zbierali znaczniki i składali do powozu. Natomiast widząc, że Wampir wraz ze Strigoicą nie mogą szybko zakończyć walki, a pozostałe siły bandy elfickiej przenoszą cenne skarby w kierunku mojej strefy rozstawienia postanowiłem elfy postraszyć dwoma Zombie, które ruszyły w ich stronę.



     W kolejnej turze Strigoi ze swoim zwierzątkiem Strigoicą dołączyli do pościgu.


    Paweł widząc napór hord nieumarłych na ocalałą trójkę elfów postanowił zakończyć potyczkę i dobrowolnie rozbił bandę w dziewiątej turze.



    Po podliczeniu małych punktów okazało się, że potyczka zakończyła się wynikiem 17:3. W trakcie rozgrywania sekwencji po potyczce Strigoi nabył nową umiejętność "transformacja", pozostałe rozwoje były mniej spektakularne bo Nekromanta podniósł swe umiejętności Walki Wręcz. Niestety nie udało mi się kupić talizmanu Kamień z Kryształowej Toni na co bardzo liczyłem więc wyekwipowałem jednego z Dregów w Średni Pancerz i Tarczę. Na sam koniec nająłem Ghasta, Ghoula i dwa Zombie.

"Trollowa Przełęcz" 
Cel potyczki: Celem rozgrywki jest zabicie polującego w pobliżu mostu Trolla. Rozgrywka zostaje zakończona, gdy jedna z drużyn nie zda testu rozbicia lub Troll zostanie Wyłączony z akcji!.
W przypadku gdy jedna z drużyn nie zda testu rozbicia, gra kończy się przegraną obu graczy.
Pogoda: W trakcie rozgrywania scenariusza Niebezpieczny trakt nad polem bitwy dmie SILNY WIATR. Podmuchy silnego, porywistego wiatru poruszają konarami i kołyszą mniejszymi drzewami. W fazie ruchu dystans lotu modeli ze zdolnością LOT zostaje zmniejszony do 8”. Wszystkie testy trafienia wykonywane dla broni dystansowych przeprowadzane są z karą -1. Ponadto, machiny wojenne i broń dystansowa, które nie wymagają testu trafienia oraz broń prochowa wypalą na 4+. Rzut należy wykonać osobno dla każdej takiej broni na początku fazy strzelania.


     W trakcie rozgrywania drugiego scenariusza stanąłem w szranki z moim siostrzeńcem Redkiem. Redek prowadził do boju Jaszczuroludzi z Lustrii w niezbyt licznym aczkolwiek mocnym składzie. Wódz, Kapłan, dwa Saurusy, dwaj Jeźdźcy Zimnokrwistych i standardowo powóz.




     Wystawiliśmy się centralnie wszystkimi siłami naprzeciwko siebie, a między nami stał Troll. Ja zaczynałem i ruszyłem hardo do przodu tak, że po pierwszej turze miałem dziewięć modeli w zasięgu szarży Trolla, Redkowi udało się wprowadzić w obszar działalności Trolla zaledwie trzy modele. W związku z powyższym prawdopodobieństwo, że Troll będzie szarżował na któryś z moich modeli było trzykrotnie większe. Redek jako młodszy ;) dokonał rzutu i okazało się, że Troll upatrzył sobie za cel szarży modele Zombie. W swojej turze zaszarżowałem Trolla Wampirem oraz Strigoicą i zadałem mu dwie rany, a pozostałymi modelami starałem się utrudnić Jaszczuroludziom szarżę na ledwie zipiącą bestię. Niestety jeden z Jeźdźców znalazł lukę pomiędzy moimi modelami i ruszył na Trolla. Na moje szczęście zarówno Saurus jak i Zimnokrwisty chybili celu. Kolejna tura okazała się znamienna w skutkach dla Trolla, który wyzionął ducha rozszarpany przez Wampira.




    Potyczka zakończyła się wynikiem 14:6. A w trakcie rozgrywania sekwencji po potyczce Strigoi podniósł współczynnik Inicjatywa natomiast Nekromanta nauczył się nowego czaru. Tym razem udało mi się kupić talizman Kamień z Kryształowej Toni dla Strigoi oraz kilka błyskotek dla Dregów ponieważ jeden z nich został ograbiony przez Jaszczuroludzi. Niestety nie starczyło mi złotych koron na jakikolwiek zaciąg stronników.

"Niebezpieczny trakt" 
Cel potyczki: Rozgrywka zostaje zakończona, gdy jedna z kompanii przetransportuje więcej znaczników kosztowności do strefy rozstawienia przeciwnika lub gdy jedna z drużyn nie zda testu rozbicia. Jeżeli obie drużyny nie przetransportowały żadnych znaczników kosztowności lub przetransportowały tyle samo znaczników kosztowności albo jedna z kompanii nie zdała testu rozbicia, gra kończy się przegraną obu graczy.
Pogoda: W trakcie rozgrywania scenariusza Niebezpieczny trakt nad polem bitwy unosi się POGODNY DZIEŃ.

     Z deszczu pod rynnę można by tak skwitować dobór przeciwników na kolejną potyczkę. Bo w trzeciej bitwie trafiłem na tatę Redka czyli Benka. Benek dowodził Nieumarłym Pocztem Krwawych Smoków, czyli wampiry, ogólnie nie trudno było trafić na nieumarłych skoro stanowiły 1/3 band na turnieju. Krwawe Smoki to ciężki przeciwnik dla moich Strzyg. Na tym etapie rozgrywki banda Benka była już dobrze rozwinięta, na pewno lepiej niż moja. Krwawy Smok w swym otoczeniu miał pięciu bohaterów: Nekromantę, Gwardzistę, dwóch Dregów i Upiora, a jako stronników dwa kolejne Upiory oraz jednego Zombie.
     Drogę do upragnionej drugiej strony stołu odgradzała płynąca środkiem stołu rzeka przedzielona mostem na jej środku oraz dwoma wzgórzami na końcach. Tak więc były trzy drogi, innymi słowy trzy możliwości przedarcia się ze znacznikiem do strefy rozstawienia przeciwnika. Benek wystawił wszystkie swoje modele centralnie naprzeciwko mostu, ja jednego Drega ze znacznikiem kosztowności przy wsparciu Zombie na prawej flance który cichaczem miał się przedrzeć na drugi koniec stołu, a pozostałe siły miały przeciwstawić się Krwawym Smokom.




     Doskonale znałem siłę bandy stojącej naprzeciwko mnie, wielokrotnie z nią walczyłem i wiedziałem na co ją stać. Ruszyliśmy oboje do przodu. I muszę przyznać się szczerze, że po pierwsze źle to rozegrałem taktycznie, a po drugie zagrałem zbyt zachowawczo.
     Wjechałem powozem na most i tym samym uniemożliwiłem sobie możliwość jego wycofania. Trzeba było próbować rozjechać modele stojące na drodze i liczyć na fart, że Krwawy Smok nie trafi w powóz z siłą 7 powodującą jego zniszczenie. Ogólnie rzecz biorąc w obawie o utratę powozu dokonałem nim szarży razem ze Strigoicą na Upiory i Gwardzistę, a Strigoiem na Krwawego Smoka. Liczyłem na to, że uda mi się zabić upiory i na tyle długo utrzymać w walce Wampira, że powóz pojedzie dalej. Ale na nieszczęście utknąłem i jednym i drugim.



     Benek widząc moją niezbyt dobrą sytuację postanowił to skrzętnie wykorzystać i ruszył powozem przez rzekę po lewej stronie.

     W walce straciłem zaledwie Wampira, a pokonałem Dregów i Gwardzistę ale to Benek dotarł z ładunkiem do mojej strefy rozstawienia i wygrał potyczkę.


    Wynik 3:17 dla Benka. Sekwencja po potyczce przyniosła kilka ciekawych rozwojów, między innymi Ghoul został bohaterem, Dregowie podnieśli swoje umiejętności w Walce Wręcz, a Nekromanta nauczył się trzeciego czaru. Odkupiłem Kamień z Kryształowej Toni który uległ zniszczeniu w trakcie rozgrywania scenariusza i nająłem Ghoula oraz Zombie.

"Dolina śmierci" 
Cel potyczki: Rozgrywka zostaje zakończona, gdy jedna z drużyn nie zda testu rozbicia lub jedna ze stron zdoła umieścić wszystkie pozostające na stole modele w strefie rozstawienia przeciwnika.
Pogoda: W trakcie rozgrywania scenariusza Dolina Śmierci nad polem bitwy unosi się MGŁA.
Okolicę spowija gęsta, zimna i lepka mgła. Pole widzenia zostaje ograniczone do 3K6”. Modele, które w fazie ruchu wykonały bieg lub korzystały ze zdolności LOT muszą wykonać test terenu niebezpiecznego. Ponadto, wszystkie testy trafienia wykonywane dla broni dystansowych przeprowadzane są z karą -1. Rzut określający zasięg pola widzenia, należy wykonać na początku tury każdego z graczy, w fazie rozpoczęcia tury. Wynik obowiązuje wszystkie modele należące do kompanii, nie ma potrzeby wykonywać osobnego rzutu dla każdego z drużynników.


     Czwartą potyczkę przyszło mi stoczyć z Leśnymi Elfami z Athel Loren pod komendą gracza prowadzącego blog The Fantasy Hammer. Elfy dosyć liczne jak na ten etap rozgrywki wystawiły przeciwko mnie następujące siły: Szlachcic, Mag, Wieczny Strażnik, Strażnik Ścieżek, Strażnik Polany oraz Jeździec Polany jako bohaterowie oraz trzy Dryady i kolejnych trzech Strażników Polany no i powóz.



     Zarówno moi jak i TFH podkomendni brodząc w gęstej mgle ruszyli na spotkanie przeznaczeniu. Nie będę ukrywał, że mgła była moim sprzymierzeńcem bo bez niej Elfy uzbrojone w łuki w łatwy sposób mogłyby sobie poradzić z większością moich modeli.


     Mniej więcej w czwartej turze doszło do pierwszego kontaktu. Jeździec Polany przeprowadził bohaterską szarżę na Strigoicę, która nawet tego nie zauważyła bo żadnych obrażeń zarówno nie zadała jak i nie otrzymała.


     Dopiero Wampir musiał posmakować elfiej krwi zabijając lekkomyślnego Jeźdźca.




     TFH ustawił pluton egzekucyjny na pobliskim wzgórzu, a powozem w którym znajdował się Mag zaszarżował w Wampira i Strigolicę, co okazało się brzemienne w skutkach dla biednego Maga.
     W kolejnej turze wszystkie Dryady łaknęły pomsty i zaszarżowały na Strigoicę. Natomiast Wampir który w poprzedniej turze za pomocą transformacji uwolnił się z walki z powozem przyjął wyzwanie na pojedynek z samym Szlachcicem.



     Wampir z zimną krwią urwał głowę Szlachcica i rzucił się do walki ze stojącymi na wzgórzu elfami, które chyba jeszcze nie otrząsnęły się po stracie przywódcy. W międzyczasie Strigoica przy pomocy Ghoula i Ghasta przycięły Dryady do wysokości żywopłotów.

     Brakło mi dwóch tur aby zjeść w całości elfy, których zostało na stole zaledwie trzech nie tracąc żadnego z własnych modeli.

    Koniec czasu okupiłem wynikiem 11:9, który właściwie wyłączył mnie z możliwości walki o zwycięstwo w turnieju. W sekwencji po potyczce Dregowie stali się bardziej odporni na ciosy dzięki uzyskanemu rozwojowi w postaci nowej umiejętności Twardziel. Tym razem złotych koron miałem aż nadto i nająłem dwa kolejne Ghoule i jednego Zombie.

"Ostatnie spotkanie" 
Cel potyczki: Rozgrywka zostaje zakończona, gdy jedna z drużyn nie zda testu rozbicia.
Pogoda: W trakcie rozgrywania scenariusza Dolina Śmierci nad polem bitwy szaleje WICHURA. Gwałtowne podmuchy wiatru gaszą pochodnie i nieosłonięte latarnie, kołyszą drzewami oraz utrudniają poruszanie się. Modele w fazie ruchu nie mogą biegać oraz korzystać ze zdolności LOT, a wszystkie testy trafienia z broni dystansowej wykonywane są z karą -2. Machiny wojenne i broń dystansowa, które nie wymagają testu trafienia oraz broń prochowa wypalą jedynie na 6+. Rzut należy wykonać osobno dla każdej takiej broni na początku fazy strzelania.

  Gdy zobaczyłem wynik parowania na ostatnią potyczkę pomyślałem, ze los się do mnie uśmiechnął. Nie żebym nie doceniał przeciwnika, którym był Wicio ale Nocne Gobliny przez niego dowodzone nie były zbytnim zagrożeniem. Witek w swojej ćwiartce umieścił oprócz obowiązkowego Powozu, Herszta na Wielkim Squigu, Szamana, Łowcę Niewolników trzy Squigi, Niewolnika i chyba pięć Nocnych Goblinów. Poza tym dwóch Sieciarzy zostało rozmieszczonych w różnych miejscach na stole w formie przeszkadzajek ;)






     Plan był prosty wyciągnąć modelami Zombie Squigi oraz Herszta i zabić, a następnie anihilować pozostałe modele. Plan prosty jak budowa cepa. Niestety zdarzenie losowe, które Witek rzucił zniweczyło moje zamiary. Wybuchł wulkan, który zabił mi 1/3 bandy i mimo, że resztą modeli i tak miałem duże szanse wygrać to co turę musiałem wykonywać rzut na test rozbicia. Niestety ale jeden z takich rzutów się nie powiódł i przegrałem. Przegrałem wygraną potyczkę :D Życie.




     W tej potyczce zdobyłem 8 punktów, a w całym turnieju 53 na 100 możliwych do zdobycia.

     W ostatecznym rozrachunku zająłem zaszczytne 9 miejsce na 22 uczestników - ale nic to bo zabawa była przednia. Warto było czekać pół roku i poświęcić ostatnie trzy tygodnie na stworzenie powozu. Do zobaczenia następnym razem!




 



wtorek, 24 stycznia 2017

Recenzja - Renegade Elf – “Lifestealer” Assassin

Ta oto figurka elfa firmy Werewoolf Miniatures była jedną z nagród w ubiegłorocznym turnieju Warheim FS w Katowicach. Ogólnie rzecz biorąc po raz pierwszy zetknąłem się na żywo z produktem Werewoolf tak aby móc sobie pomacać, poobracać i z bliska pooglądać. Jestem zachwycony figurką, jest ona najwyższej klasy odlewem żywicznym bez wad odlewniczych, wpasowuje się doskonale w skale 28 mm, a dbałość o szczegóły jest bardzo wysoka. Tak więc jeżeli potrzebujesz Elfa zabójcę to śmiało możesz go nabyć w Werewoolf.




poniedziałek, 23 stycznia 2017

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. I - "Nasze początki figurkowo-bitewne"

     Ten rok na blogu mam zamiar poświęcić przede wszystkim na zamykanie niedokończonych projektów. Wzięcie udziału we wszystkich edycjach Figurkowego Karnawału Blogowego, w których z różnych powodów nie udało mi się uczestniczyć również wpisuje się w to postanowienie noworoczne. Tak więc nie zdziwcie się jeżeli do końca roku zamieszczę kilkanaście wpisów poświęconych na archiwalne edycje FKB.

     Pierwszą edycję prowadził Inkub, który w ogóle zainicjował tą zacną inicjatywę. Pierwszy temat Figurkowego Karnawału Blogowego brzmi "Nasze początki figurkowo-bitewne".





     Jak byłem dzieckiem to zawsze ciągnęło mnie do rycerzyków, ba posiadałem sporo takich małych ludków chyba w skali 1:72. A jak wiadomo od rycerzyków do fantastyki jest już bardzo blisko, chociaż w moim przypadku ów przeskok zajął całkiem sporo czasu.
     Pierwszy raz zobaczyłem na żywo figurki do Warhammer Fantasy Battle w witrynie sklepowej będąc na wycieczce klasowej w Zakopanem w roku 1993 i był to mój pierwszy kontakt z tego typu produktem ever. Dodatkowym atutem przemawiającym za efektem WOW który mnie ogarnął w tym momencie była świetna diorama przedstawiająca zamek wraz z lochami na której owe figurki były poustawiane. Niestety efekt WOW zniknął równie szybko co się pojawił w momencie gdy zobaczyłem ceny figurek :)
     Drugi raz również całkiem przypadkiem natknąłem się na sklep z produktami Games Workshop będąc po trzecim roku studiów czyli w 2001. Był to sporych rozmiarów sklep w Chicago gdzie byłem na "wakacjach". Ale ponownie ceny szybko sprowadziły mnie na ziemię.
     Ci co byli studentami doskonale wiedzą z jakimi problemami finansowymi muszą się zmierzyć. Wszak figurka z reguły jest na straconej pozycji w porównaniu do piwa :D
     Jak to mówią do trzech razy sztuka. I tak zimą 2002 roku w drodze na lodowisko Cracovii przechodziłem obok sklepu bodajże o nazwie "Szeherezada", który mieścił się w pobliżu Kościoła Mariackiego w Krakowie. Na wystawie były ustawione pomalowane regimenty do WFB, Brettonia, High Elves i inne. Było na czym oko zawiesić. I to był ten dzień, który zapewne do końca życia będzie przeklinać moja małżonka, bo to ona mnie na te łyżwy namówiła :D
     Jakiś tydzień później byłem już szczęśliwym posiadaczem figurek do armii Wood Elves. I tak złapałem bakcyla z którym żyję po dziś dzień.

niedziela, 22 stycznia 2017

Wright - woźnica

     Wczoraj tuż przed wyjazdem na turniej jednak przypomniałem sobie, że mam figurkę woźnicy z modelu Black Coach. Wcześniej pisałem, że nie mam, a tu takie olśnienie. To było najszybsze malowanie w moim życiu 15 min. Między jednym gryzem tosta a kolejnymi :) Efekt może nie powala ale jest wystarczająco dobry. Szkoda tylko, że jak pomaluję Black Coach to ponownie powóz będzie miał wakat na stanowisko woźnicy :/