poniedziałek, 23 stycznia 2017

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. I - "Nasze początki figurkowo-bitewne"

     Ten rok na blogu mam zamiar poświęcić przede wszystkim na zamykanie niedokończonych projektów. Wzięcie udziału we wszystkich edycjach Figurkowego Karnawału Blogowego, w których z różnych powodów nie udało mi się uczestniczyć również wpisuje się w to postanowienie noworoczne. Tak więc nie zdziwcie się jeżeli do końca roku zamieszczę kilkanaście wpisów poświęconych na archiwalne edycje FKB.

     Pierwszą edycję prowadził Inkub, który w ogóle zainicjował tą zacną inicjatywę. Pierwszy temat Figurkowego Karnawału Blogowego brzmi "Nasze początki figurkowo-bitewne".





     Jak byłem dzieckiem to zawsze ciągnęło mnie do rycerzyków, ba posiadałem sporo takich małych ludków chyba w skali 1:72. A jak wiadomo od rycerzyków do fantastyki jest już bardzo blisko, chociaż w moim przypadku ów przeskok zajął całkiem sporo czasu.
     Pierwszy raz zobaczyłem na żywo figurki do Warhammer Fantasy Battle w witrynie sklepowej będąc na wycieczce klasowej w Zakopanem w roku 1993 i był to mój pierwszy kontakt z tego typu produktem ever. Dodatkowym atutem przemawiającym za efektem WOW który mnie ogarnął w tym momencie była świetna diorama przedstawiająca zamek wraz z lochami na której owe figurki były poustawiane. Niestety efekt WOW zniknął równie szybko co się pojawił w momencie gdy zobaczyłem ceny figurek :)
     Drugi raz również całkiem przypadkiem natknąłem się na sklep z produktami Games Workshop będąc po trzecim roku studiów czyli w 2001. Był to sporych rozmiarów sklep w Chicago gdzie byłem na "wakacjach". Ale ponownie ceny szybko sprowadziły mnie na ziemię.
     Ci co byli studentami doskonale wiedzą z jakimi problemami finansowymi muszą się zmierzyć. Wszak figurka z reguły jest na straconej pozycji w porównaniu do piwa :D
     Jak to mówią do trzech razy sztuka. I tak zimą 2002 roku w drodze na lodowisko Cracovii przechodziłem obok sklepu bodajże o nazwie "Szeherezada", który mieścił się w pobliżu Kościoła Mariackiego w Krakowie. Na wystawie były ustawione pomalowane regimenty do WFB, Brettonia, High Elves i inne. Było na czym oko zawiesić. I to był ten dzień, który zapewne do końca życia będzie przeklinać moja małżonka, bo to ona mnie na te łyżwy namówiła :D
     Jakiś tydzień później byłem już szczęśliwym posiadaczem figurek do armii Wood Elves. I tak złapałem bakcyla z którym żyję po dziś dzień.

15 komentarzy:

  1. Czy chodzi o sklep na Krupówkach, z wejściem tak z podwórza?? Do dziś jak odwiedzam zakopane to mówię, -o w tym miejscu z latach 90tych był sklep :)
    I ciekawe, że nie zacząłeś przygody od WFRP! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to ten ale to było z 25 lat temu jak nic.
      A z WFRP nigdy nie miałem styczności :/

      Usuń
    2. Tak, tak to prehistoria :) Także pacholęciem będąc trafiłem tam z kolonią :)

      Usuń
  2. wow, w Zakopanem mieli ludki dwa lata wcześniej niż w Legnicy :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. O, fajny pomysł z nadrabianiem straconych edycji FKB :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A... takie szalone myśli przebiegają przez mój umysł i nawet czasami je realizuję.

      Usuń
  4. Kurcze, to tak można? :)
    Super pomysł, no i bardzo fajny tekst :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co nie jest zabronione, jest dozwolone ;)

      Usuń
  5. A ja kojarzę "Szeherezadę" ... tak przez mgłę ale zdaje mi się że byłem tam kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super pomysł z tymi zaległymi FKB =)

    OdpowiedzUsuń